(fot. K. Burczyk)
Tczew - To była piłkarska bitwa

To była piłkarska bitwa

Świt 1-1 Zieloni Marzęcino. Bitwa... tak jednym słowem można ująć przebieg tego spotkania. Było poświęcenie walka, zaciętość, emocje, kultura oraz przede wszystkim WALKA. Było widać że po odniesionej porażce z Weberem potrafili się podnieść i godnie stanąć do walki z liderem tabeli.

Świt rozpoczął od razu i w pierwszych 5 min stworzył akcje godną do wykończenia bramką, lecz sędzia dopatrzył się Kamila Uhle na pozycji spalonej w efekcie podniósł chorągiewkę i tak akcja została przerwana. Później po upływie zaledwie kolejnych 5 min byliśmy świadkami przepięknego dośrodkowania z głębi pola do Adama Gackowskiego, który dobiegł z piłką aż do 11 metra i tuż przed oddaniem strzału obrońca wybił mu piłkę z pod nóg. Cały czas inicjatywa leżała po stronie Świtu. Swoja wyższość podopieczni Jerzego Bakalarczyka udowodnili w 25 min spotkania, ustanawiając wynik 1:0 dla gospodarzy po uderzeniu Adama Jeki. Głównym atakiem Zielonych były piłki grane za plecy obrońców, przez co na początku spotkania bramkarz żółto czarnych kilka razy był zakłopotanej sytuacji i interweniował ręką za polem karnym, w konsekwencji dostając żółta kartkę. W pierwszej połowie oba zespoły i każda z ich formacji spisywały się dobrze z delikatna przewagą Świtu. Druga połowa, każdy kibic oczekiwał w niej tego co w futbolu jest najpiękniejsze, czyli bramek. W tej odsłonie zaczęła się walka, a szczególnie w okolicach 60 min goście zaczęli gonić wynik, próbując odrobić straconą bramkę. Nie udawało im się aż do 85 min, w której uśpiona obrona Świtu dopuściła aż do pola karnego zawodnika z Marzęcina, który bez problemów uwolnił się obronie i umieścił piłkę w siatce. Zabrakło 5 min i Świt pokonałby lidera tabeli w A-klasie. Mecz był jedna wielka walka, arbitrowie spisali się świetnie, odgwizdując jak dla jednych jak i drugich.




Drukuj
Prześlij dalej