Wyprawa pod tczewską banderą. Żeglują mimo problemów technicznych

Tczew - Wyprawa pod tczewską banderą. Żeglują mimo problemów technicznych

zobacz galerię zdjęć: 6
Po krótkiej przerwie znów docierają do nas relacje z Barlovento II. Niestety, z powodów technicznych na razie nie dostajemy bieżących zdjęć, więc prezentujemy jedynie dalsze zdjęcia Szymona Aleksandrowicza z Archangielska. Na stronie wyprawy dostępny jest aktualny blog wyprawy pisany tym razem już przez tczewianina - Kapitana Maćka Sodkiewicza. Niestety, podróż nie obywa się bez problemów - załoga nie jest w stanie naprawić instalacji elektrycznej jachtu i uruchomić ładowania.

***kierunek Północ***
8 lipca 2013
- W Archangielsku cumowaliśmy do budynku nadwodnego hoteliku z restauracją usytuowanego przy dworcu „morsko-rzecznym” (mморской речной вокзал). W restauracji odbywało się wesele i Młoda Para odwiedziła sąsiedni jacht „Alter Ego”, żeby zrobić sobie kilka zdjęć. Przejście w szpilkach po trapie „Piotra I” było niemałym wyzwaniem dla panny młodej :) ” - napisał do nas wracający do Polski Szymon.

Wczoraj na jacht dotarła reszta załogi 3 etapu. Dzień minął na robieniu zakupów, co jak się okazało nie było takie proste…

- Wykupiliśmy cały zapas chleba razowego z dwóch najbliższych sklepów, a wciąż brakuje nam 30 bochenków. Wykupiliśmy także cały zapas kiszonej kapusty z targowiska :) – napisał kapitan Maciek Sodkiewicz. Po uzupełnieniu prowiantu i zapasów wody przyszła kolej na tankownie paliwa. - Czekamy na nie od rana. W końcu przyjeżdża busik. Właściciel otwiera drzwi i naszym oczom ukazują się dwa 1000 litrowe zbiorniki ropy. Tylko jak to przelać do jachtu? Rosjanin paląc spokojnie papierosa stwierdza, że jeśli mamy prąd to nie ma problemu. Wyciągamy z jachtu agregat. On spokojnie rozkłada na ziemi kawałek tektury, a na nim małą elektryczną pompę paliwową. No i działa :)
W poniedziałek rano Barlovento II oddał cumy i wyruszył w kierunku Arktyki.

Jeszcze w delcie Dwiny okazało się, że alternator, który był naprawiany w trakcie etapu 2, nie pracuje właściwie. Do tej pory akumulatory były co jakiś czas podłączane do ładowania z lądu i napięcie na bateriach było wysokie. Teraz jednak załogę czeka 3 tygodniowy rejs bez możliwości podłączenia ładowania z zewnątrz, a zapas benzyny do agregatu jest ograniczony. Kapitan zaczyna dokładnie śledzić napięcie na akumulatorach - Początkowo wskazuje 26,8V czyli jest nieźle. Jednak z godziny na godzinę napięcie spada. Ładowanie nie działa. Gdy tylko udaje się postawić żagle, zaglądamy do zęzy. Sprawdzamy kabel po kablu. Niestety alternator nie daje prądu. - napisał Maciek - Dobrze, że wraz ze mną przyleciał zapasowy…
Dobra pogoda pozwoliła na chwilę wytchnienia od kolejnych problemów technicznych z jachtem. Wiało z południa, udało się więc postawić wielkiego spinakera w czerwono-białe pasy. Sto metrów kwadratowych żagla pociągnęło Barlovento II z prędkością 7 węzłów przez północne wody Morza Białego.

***bez zachodów słońca***
9 lipca 2013
Barlovento II przekroczył koło podbiegunowe. Najbliższe tygodnie załoga spędzi w strefie dnia polarnego. To niesamowite wrażenie, kiedy tarcza słoneczna schodząc coraz niżej w kierunku morza, zamiera na chwilę w bezruchu tuż nad horyzontem, a potem zaczyna na powrót wznosić się ku górze.
- Przekraczamy koło podbiegunowe i wpływamy w strefę dnia polarnego. Najbliższy zachód słońca planowany na 14 sierpnia. Czyli ten dzień potrwa 864 godziny. Coś czuje, że będzie długi i pełen wrażeń - napisał Maciek***

***przez Morze Barentsa***
14 lipca 2013
- Wychodzimy z Morza Białego. Barents wita nas nisko wiszącymi chmurami i dużą martwą falą. - napisał w środę Kapitan Maciek Sodkiewicz.
Gdy pod koniec XVI holenderska flota handlowa rosła na znaczeniu, zaczęto szukać możliwości, aby uniezależnić się od pośredników w handlu z Azją. Hans Willem Barendzoon-Barents holenderski nawigator, który pobierał nauki u słynnego astronoma i kartografa Petrusa Planciusa, wyruszył w trudną i niebezpieczną drogę z Amsterdamu w poszukiwaniu północno-wschodniej drogi morskiej do Chin, Japonii i Indii.
W rozpoczętej 15 czerwca 1594 roku wyprawie brały udział cztery statki, które po drodze rozdzieliły się na dwie ekspedycje. Willem Barents dotarł do brzegów Nowej Ziemi, jednak lód gromadzący się u wybrzeży archipelagu zmusił go do odwrotu. Pozostałe statki pod dowództwem Cornelisa Naya przekroczyły Karskie Wrota i wpłynęły na morze, którego kolor żeglarze opisywali jako „cudownie niebieski”. Sądzono, że tędy z pewnością prowadzić będzie bezpieczna droga do Chin.
Gdy statki wróciły do Holandii głoszono wielki sukces wyprawy. Willem Barents niemal natychmiast rozpoczął przygotowania do kolejnej ekspedycji na północ. Wzięło w niej udział 7 statków dowodzonych przez najlepszych holenderskich kapitanów, którzy planowali przepłynąć prostą drogą od Wyspy Wajgacz (Вайгач) przez Morze Karskie aż do wybrzeży Azji. Niestety jednak ekspedycja wyruszyła zbyt późno. Na Morzu Karskim nie było już otwartej wody tylko nieprzerwana tafla lodu. Nieudana ekspedycja wróciła do Amsterdamu, jednakże sam Barents nie przestał myśleć o przejściu północno-wschodnim.
10 maja 1596 na dwóch statkach wyruszyła trzecia ekspedycja Willama Barentsa.
Dowodzący najnowocześniejszymi jak na owe czasy statkami kapitanowie mieli bardzo duże doświadczenie. Byli wyposażeni w eksperymentalne instrumenty nawigacyjne oraz najnowsze mapy. Napotkali jednak lądy, których dotychczas na mapach nie było…
Żeglarze postawili stopę na Wyspie Niedźwiedziej a także na nieznanym dotąd Spitsbergenie. Tam statki rozdzieliły się. Dowodzący jednym okrętem Jan Cornelisz Rijp zawrócił do Holandii, a Barents na pokładzie statku dowodzonego przez Jacoba van Heemskercka popłynął w kierunku znanej mu już Nowej Ziemi, do której dotarł 17 lipca.
Warunki pogodowe były jednak bardzo niekorzystne. Statek Barentsa szybko został uwięziony w lodzie i po kilku tygodniach podjęto ostateczną decyzję o zimowaniu na Nowej Ziemi. Załoga zbudowała prowizoryczny drewniany dom z wielkim paleniskiem do którego przeniesiono ze statku wszelkie zapasy żywności, żagle oraz cały ładunek. W chacie tej, nazwanej Het Behouden Huys (dom-schronienie), w ciężkich warunkach żeglarze przetrzymali polarną noc. Z nastaniem wiosny nie przyszły jednak oczekiwane roztopy i ich statek nadal uwięziony był w lodzie. Dowódcy podjęli więc decyzję o powrocie na dwóch wyposażonych w żagle szalupach. Zbudowany przez siebie dom opuścili 13 czerwca 1597 roku żeglując na południe wzdłuż brzegów Nowej Ziemi. Tydzień po rozpoczęciu drogi powrotnej 47 letni Willem Barents zmarł na szkorbut. Pozostali przy życiu członkowie załogi dotarli do Półwyspu Kolskiego gdzie napotkali trzy statki holenderskiej floty handlowej, które zabrały ich do domu. Jednym z nich dowodził Jan Cornelisz Rijp, z którym rozstali się u wybrzeży Spitsbergenu.
W 1871 roku pochodzący z Tromsø norweski wielorybnik, kapitan Elling Carlsen odkrył na Nowej Ziemi pozostałości wzniesionego przez załogę Barentsa schronienia. W opuszczonym domu, w lufie muszkietu odnalazł spisany przez Gerrita de Veer dziennik z podróży i zimowania.
Willem Barents był dobrym dowódcą i bardzo doświadczonym żeglarzem, któremu załoga ufała bezgranicznie. Jego imieniem nazwano morze pomiędzy Spitsbergenem a Nową Ziemią przez które pod dowództwem Maćka Sodkiewicza płynie teraz załoga Barlovento II.
Na postoju przy cyplu Kanin Nos (Канин Нос) załoga przy pomocy przyjaciół z jachtu Lady Dana 44 podjęła kolejną próbę naprawy ładowania. Okazało się, że przywieziony z Polski zapasowy alternator nie pasuje do obejmy, w której powinien się zmieścić.

- Ale chwila, chwila. Przecież jesteśmy polskimi żeglarzami. Jak to się nie da. Po kilku godzinach pracy przedstawicieli dwóch załóg w asyście agregatu prądotwórczego, wiertarki oraz flexa stworzyliśmy małe cudo. Alternator pasuje jak ulał. - relacjonował Maciek - Za wcześnie jednak na sukces. Okazuje się, że problem tkwi gdzieś głębiej. Gdzieś w plątaninie nieoznakowanych kabli biegnących od ćwierć wieku w czeluściach Barlovento. I tego problemu nie jesteśmy w stanie pokonać.
Niestety to już pewne, że własnymi siłami załoga nie jest w stanie naprawić instalacji elektrycznej jachtu i uruchomić ładowania. Twarda i doświadczona ekipa Sekstant Expedition idąc w ślady niezłomnego Willema Barentsa nie rezygnuje jednak ze swego celu - żeglugi ku Ziemi Franciszka Józefa.
- Dopóki żeglujemy w dniu polarnym to oświetlenie wnętrza i światła nawigacyjne też nie będą nam prawie potrzebne. Mamy agregat, z którego możemy ładować akumulatory. Mamy 100litrów benzyny. (…) Wyłączamy wszystkie komputery, Navtexy, Ukfki i inne pożeracze prądu. Zostaje tylko wiatromierz, jeden GPS oraz papierowa mapa pisana cyrylicą, trójkąt nawigacyjny i ołówek.
******

Aktualizacja

Barlovento II dotarł na Ziemię Franciszka Józefa!
Pozycja jachtu: 79° 57N 51° 31E kurs: 010° prędkość: 5.2 węzła.
- „Pierwsze pole lodowe za nami!” – napisał Maciek

Wyprawę można śledzić na bieżąco na stronie http://rosyjska-arktyka.pl/

Więcej informacji o wyprawie "Rosyjska Arktyka 2013"

Więcej informacji z wyprawy znajduje się w naszym specjalnym dziale tematycznym - tutaj .

Drukuj
Prześlij dalej

Komentarze (1)
dodaj komentarz

  • +1

    q

    16.07.2013, 23:09

    wesołe te zdjęcia :)

    Czy ja dobrze widzę? W sukni ślubnej na zbyt krótkim trapie??? Oj miała szczęście, że nie było większej fali...bo by popłynęła w siną dal :) Ten wędkarz też się ''sexi'' zaprezentował :)

    Odpowiedz
    Uż. zarejestrowany 
Uwaga! Publikowane powyżej komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu, które dodano po zaakceptowaniu regulaminu. Tcz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Jeżeli którykolwiek komentarz łamie zasady, zawiadom nas o tym używając opcji "zgłoś naruszenie zasad komentowania lub zgłoś nadużycie" dostępnej pod każdym komentarzem.