Konflikt sąsiedzki w blokach na osiedlu Witosa. Zarzewiem miało stać się rzekome zachowanie dzieci. Sprawa jest na tyle poważna, że zajmuje się nią tczewska Policja. Poniżej prezentujemy aktualizację artykułu z dnia 31.08.
O podjęcie tematu poprosili nas czytelnicy - w tej sprawie otrzymaliśmy kilka sygnałów. Wszystkie dotyczą bloku na Górkach. Sprawa ma ciągnąć się od blisko dwóch lat.
O wyjaśniania poprosiliśmy tczewskich mundurowych:
Niewykluczone, że do tematu będziemy wracać.
Poniżej stanowisko nadesłane do redakcji przez drugą stronę konfliktu. Osoba zastrzegła prawo do anonimowości. Stanowisko publikujemy w całości:
STANOWISKO MIESZKAŃCÓW PRZEDSTAWIONYCH W ARTYKULE
Artykuł przedstawia konflikt jednostronnie, jako sprzeciw mieszkańców wobec bawiących się dzieci. Problem nie dotyczy jednak samej zabawy, lecz tego, gdzie i w jaki sposób się odbywa. Klatka schodowa, wejścia do budynku, teren bezpośrednio pod nisko położonymi oknami, parking, droga dojazdowa, hala garażowa i okolice bramy nie są placem zabaw. Na osiedlu znajduje się zagospodarowany plac zabaw. W pobliżu budynku jest również otwarta przestrzeń oddalona od okien, wejść i samochodów.
Mieszkańcy zwracają uwagę przede wszystkim na powtarzający się hałas i sposób korzystania z części wspólnych. Chodzi również o bezpieczeństwo oraz ochronę zieleni i wspólnego mienia. Właściciele lokali wspólnie finansują utrzymanie tych miejsc i naprawę szkód. Problemem jest także wjeżdżanie rowerami i hulajnogami do budynku oraz jeżdżenie nimi po parterze klatki schodowej.
Szczególny niepokój budzi zabawa dzieci bezpośrednio przed bramą garażową oraz na zjeździe do hali. Kierowca wyjeżdżający z garażu ma tam ograniczoną widoczność, a dziecko może nagle znaleźć się przed samochodem. Mieszkańcy wprost obawiają się, że mimo zachowania ostrożności może dojść w tym miejscu do potrącenia. To nie tylko kwestia hałasu czy komfortu, lecz również realnego bezpieczeństwa dzieci.
Spór nie dotyczy wszystkich dzieci ani wszystkich rodziców. Dotyczy zachowań konkretnej grupy dzieci oraz postawy części rodziców, którzy próby ustalenia zasad przedstawiają jako "nękanie", "czepianie się" albo jako odbieranie dzieciom prawa do zabawy. Mieszkaniec ma prawo poprosić dziecko o zamknięcie drzwi, przerwanie jazdy hulajnogą po klatce czy odsunięcie się od samochodu. Taka reakcja nie jest atakiem na dziecko. Samodzielne korzystanie z części wspólnych oznacza również kontakt z innymi mieszkańcami i ich reakcje na zachowanie dziecka. Problem pogłębia się, gdy dzieci otrzymują sprzeczne komunikaty: mieszkaniec prosi o zmianę zachowania, a rodzic przedstawia tę uwagę jako "czepianie się" lub "nękanie". Dziecko dostaje wtedy sygnał, że problemem nie jest jego zachowanie, lecz osoba, która zwróciła mu uwagę. Nieścisła jest również podana w artykule informacja, że sprawa dotyczy wyłącznie ośmiolatków i dziewięciolatków. W opisywanej grupie znajdują się również dzieci w wieku około sześciu-siedmiu lat. Małe dziecko nie zawsze potrafi samodzielnie ocenić, że jego zachowanie może być uciążliwe, niebezpieczne albo prowadzić do uszkodzenia mienia. Dlatego dzieci w tym wieku potrzebują nadzoru rodziców. To rodzice, nie sąsiedzi, powinni wyznaczać im granice i reagować, gdy takie sytuacje się powtarzają.
Część rodziców, zamiast odnieść się do konkretnych zachowań, przedstawiła sprawę jako nękanie dzieci. Połączono przy tym wezwania policji, zwracanie dzieciom uwagi i dokumentowanie konkretnych sytuacji. Zdarzenia te miały miejsce w różnym czasie i dotyczyły różnych mieszkańców. Przedstawienie ich jako jednej historii stworzyło wrażenie, że grupa mieszkańców regularnie działała przeciwko dzieciom.
Autorzy maili do redakcji wprost oczekiwali nagłośnienia sprawy i reakcji opinii publicznej. Jednostronny artykuł stał się w ten sposób formą publicznej presji na mieszkańców. Przedstawiono ich jako osoby nękające dzieci. Tymczasem zgłaszali konkretne zachowania, które im przeszkadzały. Redakcja opublikowała poważne zarzuty, nie pytając o zdanie osób, których dotyczyły.
Tłumaczenie, że "nie miała jak zapytać", nie usprawiedliwia jednostronnego tekstu. Komentarze pod artykułem zawierały szczegóły z życia rodzinnego, przez co osoby opisane wntekście oraz ich dzieci zostały rozpoznane. Osoby przedstawione jako sprawcy "nękania" zostały więc wystawione na publiczny osąd.
Dzieci mają prawo do zabawy, ale nie w każdym miejscu i nie w sposób, który przeszkadza innym lub stwarza zagrożenie. Zasługują na szacunek, ale taki sam szacunek należy się mieszkańcom, którzy zwracali uwagę na konkretne zachowania. Ich uwagi były jednak przez część rodziców lekceważone, a dyskusja wielokrotnie przeradzała się w osobiste przytyki i ośmieszanie mieszkańców. W takiej atmosferze trudno o porozumienie.
O podjęcie tematu poprosili nas czytelnicy - w tej sprawie otrzymaliśmy kilka sygnałów. Wszystkie dotyczą bloku na Górkach. Sprawa ma ciągnąć się od blisko dwóch lat.
Uważamy, że problem ma charakter długotrwałego nękania małoletnich i bez reakcji opinii publicznej może się dalej pogłębiać. Sprawa dotyczy grupy dzieci w wieku 8-9 lat, które bawią się na terenie wspólnym wokół bloku. Są to zwykłe zabawy odpowiednie do ich wieku. Dzieci pozostają pod opieką rodziców, nie niszczą mienia, nie przejawiają zachowań agresywnych, ani nie są zdemoralizowane. Mimo to od około dwóch lat te same osoby z naszego sąsiedztwa regularnie podejmują wobec dzieci działania, które odbieramy jako celowe nękanie. Dochodzi między innymi do bezpodstawnego wzywania patroli Policji wyłącznie dlatego, że dzieci przebywają na podwórku.
Dzieci są straszone Policją, poprawczakiem i domem dziecka. Kierowane są do nich wulgaryzmy, takie jak "zamknij mordę", przekleństwa oraz obraźliwe gesty, w tym pokazywanie środkowego palca. Dzieci są również nagrywane przez sąsiadów. Nie wiemy, w jakim celu powstają te nagrania ani w jaki sposób są później wykorzystywane. Budzi to nasz niepokój i poczucie zagrożenia. Dochodzi także do sytuacji, w których jedna z sąsiadek samowolnie decyduje, które dzieci mogą wejść do klatki schodowej, a które są z niej wypraszane, jeśli uzna, że zachowują się zbyt głośno.
W naszej ocenie nikt nie powinien samodzielnie decydować o dostępie dzieci do części wspólnych budynku. Najbardziej bolesne jest to, że dzieci nie odpowiadają agresją. Gdy są przeganiane lub zastraszane, uciekają z płaczem. Nie wdają się w kłótnie, nie prowokują dorosłych i nie odpowiadają na zaczepki. Mimo to są regularnie narażane na stres i strach we własnym miejscu zamieszkania. Jako rodzice również czujemy się nękani i bezradni. Współpracujemy z dzielnicową, jednak dotychczas nie udało się rozwiązać problemu. Osoby odpowiedzialne za takie zachowania nie wykazują chęci rozmowy ani osiągnięcia kompromisu. Ich jedynym oczekiwaniem jest to, aby dzieci w ogóle nie przebywały pod blokiem.
Największą trudnością jest zebranie dowodów. Opisywane zachowania mają miejsce przede wszystkim wtedy, gdy w pobliżu nie ma dorosłych. Często słyszymy z okien lub balkonów, jak dzieci są wyzywane lub przeganiane, jednak gdy schodzimy na dół, osoby te odmawiają rozmowy lub zaprzeczają swojemu zachowaniu. W praktyce bardzo trudno jest udokumentować takie sytuacje. Zwracamy się do Państwa z prośbą o zainteresowanie się naszą sprawą. Chcielibyśmy, aby problem nękania dzieci został nagłośniony i pokazany z perspektywy najmłodszych oraz ich rodzin.
Dzieci mają prawo do bezpiecznej zabawy, poczucia bezpieczeństwa i spokojnego dzieciństwa we własnym miejscu zamieszkania. Mamy nadzieję, że publikacja materiału pomoże zwrócić uwagę na problem i skłoni odpowiednie osoby oraz instytucje do podjęcia skutecznych działań. - czytamy w mailach skierowanych do redakcji.
Dzieci są straszone Policją, poprawczakiem i domem dziecka. Kierowane są do nich wulgaryzmy, takie jak "zamknij mordę", przekleństwa oraz obraźliwe gesty, w tym pokazywanie środkowego palca. Dzieci są również nagrywane przez sąsiadów. Nie wiemy, w jakim celu powstają te nagrania ani w jaki sposób są później wykorzystywane. Budzi to nasz niepokój i poczucie zagrożenia. Dochodzi także do sytuacji, w których jedna z sąsiadek samowolnie decyduje, które dzieci mogą wejść do klatki schodowej, a które są z niej wypraszane, jeśli uzna, że zachowują się zbyt głośno.
W naszej ocenie nikt nie powinien samodzielnie decydować o dostępie dzieci do części wspólnych budynku. Najbardziej bolesne jest to, że dzieci nie odpowiadają agresją. Gdy są przeganiane lub zastraszane, uciekają z płaczem. Nie wdają się w kłótnie, nie prowokują dorosłych i nie odpowiadają na zaczepki. Mimo to są regularnie narażane na stres i strach we własnym miejscu zamieszkania. Jako rodzice również czujemy się nękani i bezradni. Współpracujemy z dzielnicową, jednak dotychczas nie udało się rozwiązać problemu. Osoby odpowiedzialne za takie zachowania nie wykazują chęci rozmowy ani osiągnięcia kompromisu. Ich jedynym oczekiwaniem jest to, aby dzieci w ogóle nie przebywały pod blokiem.
Największą trudnością jest zebranie dowodów. Opisywane zachowania mają miejsce przede wszystkim wtedy, gdy w pobliżu nie ma dorosłych. Często słyszymy z okien lub balkonów, jak dzieci są wyzywane lub przeganiane, jednak gdy schodzimy na dół, osoby te odmawiają rozmowy lub zaprzeczają swojemu zachowaniu. W praktyce bardzo trudno jest udokumentować takie sytuacje. Zwracamy się do Państwa z prośbą o zainteresowanie się naszą sprawą. Chcielibyśmy, aby problem nękania dzieci został nagłośniony i pokazany z perspektywy najmłodszych oraz ich rodzin.
Dzieci mają prawo do bezpiecznej zabawy, poczucia bezpieczeństwa i spokojnego dzieciństwa we własnym miejscu zamieszkania. Mamy nadzieję, że publikacja materiału pomoże zwrócić uwagę na problem i skłoni odpowiednie osoby oraz instytucje do podjęcia skutecznych działań. - czytamy w mailach skierowanych do redakcji.
O wyjaśniania poprosiliśmy tczewskich mundurowych:
Policjanci podejmują czynności związane ze zgłaszanym konfliktem sąsiedzkim. Dzielnicowa tego rejonu już w ubiegłym roku uczestniczyła w spotkaniach dotyczących tej sprawy, przekazując zainteresowanym osobom informacje o możliwych sposobach rozwiązania sytuacji. Funkcjonariuszka pozostaje w kontakcie z obiema stronami konfliktu, a podczas obchodu rejonu zwraca uwagę na zgłaszane nieprawidłowości. Dotychczas w trakcie realizowanych czynności nie ujawniła zachowań, które potwierdzałyby przekazywane informacje. Wskazany rejon jest uwzględniany podczas realizacji codziennych zadań służbowych przez policjantów pionu patrolowo-interwencyjnego oraz funkcjonariuszy Wydziału Ruchu Drogowego. Policjanci zwracają uwagę na ewentualne naruszenia przepisów i będą podejmować stosowne działania w przypadku ich ujawnienia.
W omawianym miejscu zgłaszane były interwencje dotyczące m.in. głośnych zachowań dzieci czy niszczenia terenów zielonych, jednak w toku podjętych czynności policjanci nie potwierdzili wskazywanych naruszeń. Do chwili obecnej w tej sprawie nie zostało złożone żadne formalne zawiadomienie. Warto przypomnieć, że rodzice i opiekunowie mają istotną rolę w zapewnieniu dzieciom właściwej opieki oraz w kształtowaniu ich zachowania w przestrzeni wspólnej.
Jeżeli natomiast pojawiają się informacje wskazujące, że dziecko może być pozbawione właściwej opieki, narażone na niebezpieczeństwo lub zagrożone jest jego dobro, takie sygnały powinny być przekazywane odpowiednim służbom lub instytucjom, które mogą podjąć stosowne działania. - mówi mł. asp. Katarzyna Ożóg, rzeczniczka KPP Tczew.
W omawianym miejscu zgłaszane były interwencje dotyczące m.in. głośnych zachowań dzieci czy niszczenia terenów zielonych, jednak w toku podjętych czynności policjanci nie potwierdzili wskazywanych naruszeń. Do chwili obecnej w tej sprawie nie zostało złożone żadne formalne zawiadomienie. Warto przypomnieć, że rodzice i opiekunowie mają istotną rolę w zapewnieniu dzieciom właściwej opieki oraz w kształtowaniu ich zachowania w przestrzeni wspólnej.
Jeżeli natomiast pojawiają się informacje wskazujące, że dziecko może być pozbawione właściwej opieki, narażone na niebezpieczeństwo lub zagrożone jest jego dobro, takie sygnały powinny być przekazywane odpowiednim służbom lub instytucjom, które mogą podjąć stosowne działania. - mówi mł. asp. Katarzyna Ożóg, rzeczniczka KPP Tczew.
Niewykluczone, że do tematu będziemy wracać.
Ważne
Aktualizacja, 26.08Poniżej stanowisko nadesłane do redakcji przez drugą stronę konfliktu. Osoba zastrzegła prawo do anonimowości. Stanowisko publikujemy w całości:
STANOWISKO MIESZKAŃCÓW PRZEDSTAWIONYCH W ARTYKULE
Artykuł przedstawia konflikt jednostronnie, jako sprzeciw mieszkańców wobec bawiących się dzieci. Problem nie dotyczy jednak samej zabawy, lecz tego, gdzie i w jaki sposób się odbywa. Klatka schodowa, wejścia do budynku, teren bezpośrednio pod nisko położonymi oknami, parking, droga dojazdowa, hala garażowa i okolice bramy nie są placem zabaw. Na osiedlu znajduje się zagospodarowany plac zabaw. W pobliżu budynku jest również otwarta przestrzeń oddalona od okien, wejść i samochodów.
Mieszkańcy zwracają uwagę przede wszystkim na powtarzający się hałas i sposób korzystania z części wspólnych. Chodzi również o bezpieczeństwo oraz ochronę zieleni i wspólnego mienia. Właściciele lokali wspólnie finansują utrzymanie tych miejsc i naprawę szkód. Problemem jest także wjeżdżanie rowerami i hulajnogami do budynku oraz jeżdżenie nimi po parterze klatki schodowej.
Szczególny niepokój budzi zabawa dzieci bezpośrednio przed bramą garażową oraz na zjeździe do hali. Kierowca wyjeżdżający z garażu ma tam ograniczoną widoczność, a dziecko może nagle znaleźć się przed samochodem. Mieszkańcy wprost obawiają się, że mimo zachowania ostrożności może dojść w tym miejscu do potrącenia. To nie tylko kwestia hałasu czy komfortu, lecz również realnego bezpieczeństwa dzieci.
Spór nie dotyczy wszystkich dzieci ani wszystkich rodziców. Dotyczy zachowań konkretnej grupy dzieci oraz postawy części rodziców, którzy próby ustalenia zasad przedstawiają jako "nękanie", "czepianie się" albo jako odbieranie dzieciom prawa do zabawy. Mieszkaniec ma prawo poprosić dziecko o zamknięcie drzwi, przerwanie jazdy hulajnogą po klatce czy odsunięcie się od samochodu. Taka reakcja nie jest atakiem na dziecko. Samodzielne korzystanie z części wspólnych oznacza również kontakt z innymi mieszkańcami i ich reakcje na zachowanie dziecka. Problem pogłębia się, gdy dzieci otrzymują sprzeczne komunikaty: mieszkaniec prosi o zmianę zachowania, a rodzic przedstawia tę uwagę jako "czepianie się" lub "nękanie". Dziecko dostaje wtedy sygnał, że problemem nie jest jego zachowanie, lecz osoba, która zwróciła mu uwagę. Nieścisła jest również podana w artykule informacja, że sprawa dotyczy wyłącznie ośmiolatków i dziewięciolatków. W opisywanej grupie znajdują się również dzieci w wieku około sześciu-siedmiu lat. Małe dziecko nie zawsze potrafi samodzielnie ocenić, że jego zachowanie może być uciążliwe, niebezpieczne albo prowadzić do uszkodzenia mienia. Dlatego dzieci w tym wieku potrzebują nadzoru rodziców. To rodzice, nie sąsiedzi, powinni wyznaczać im granice i reagować, gdy takie sytuacje się powtarzają.
Część rodziców, zamiast odnieść się do konkretnych zachowań, przedstawiła sprawę jako nękanie dzieci. Połączono przy tym wezwania policji, zwracanie dzieciom uwagi i dokumentowanie konkretnych sytuacji. Zdarzenia te miały miejsce w różnym czasie i dotyczyły różnych mieszkańców. Przedstawienie ich jako jednej historii stworzyło wrażenie, że grupa mieszkańców regularnie działała przeciwko dzieciom.
Autorzy maili do redakcji wprost oczekiwali nagłośnienia sprawy i reakcji opinii publicznej. Jednostronny artykuł stał się w ten sposób formą publicznej presji na mieszkańców. Przedstawiono ich jako osoby nękające dzieci. Tymczasem zgłaszali konkretne zachowania, które im przeszkadzały. Redakcja opublikowała poważne zarzuty, nie pytając o zdanie osób, których dotyczyły.
Tłumaczenie, że "nie miała jak zapytać", nie usprawiedliwia jednostronnego tekstu. Komentarze pod artykułem zawierały szczegóły z życia rodzinnego, przez co osoby opisane wntekście oraz ich dzieci zostały rozpoznane. Osoby przedstawione jako sprawcy "nękania" zostały więc wystawione na publiczny osąd.
Dzieci mają prawo do zabawy, ale nie w każdym miejscu i nie w sposób, który przeszkadza innym lub stwarza zagrożenie. Zasługują na szacunek, ale taki sam szacunek należy się mieszkańcom, którzy zwracali uwagę na konkretne zachowania. Ich uwagi były jednak przez część rodziców lekceważone, a dyskusja wielokrotnie przeradzała się w osobiste przytyki i ośmieszanie mieszkańców. W takiej atmosferze trudno o porozumienie.
Jeśli zauważyłeś/aś błąd w artykule, prosimy o kontakt. Twoja pomoc jest dla nas bardzo cenna i pozwala nam utrzymywać wysoką jakość treści.
Jesteśmy otwarci na Twoje pomysły! Chcesz podzielić się ważną informacją, napisać o ciekawym wydarzeniu, które miało miejsce w Twojej okolicy, czy po prostu wyrazić swoją opinię na jakiś temat? Zapraszamy Cię do tworzenia treści razem z nami. Wyślij swój tekst, zdjęcia lub wideo poprzez formularz, a my opublikujemy je na naszej stronie. Pokaż, co jest ważne dla Ciebie i Twojej społeczności!
Pamiętaj, że każdy głos ma znaczenie.

![Konflikt na Górkach. Policja wzywana do bawiących się dzieci [AKTUALIZACJA]](/_ramfs/foto-webp/tczew--d2f5caa8-1280720.webp)








![Tczew - Tragedia na "91". Dwie osoby nie żyją [AKTUALIZACJA]](/_ramfs/foto-webp/81be3306-640360.webp)


![Tczew - Wjechali samochodem na zamarznięte jezioro. Lód się załamał. Byli pijani [AKTUALIZACJA]](/_ramfs/foto-webp/a231aa07-640360.webp)

















Komentarze (0)