Miało być pięknie. Bruksela zaakceptowała pomysł i mieszkańcy z kilku powiatów naszego województwa mogą udawać się do obwodu kaliningradzkiego bez wiz. A decyzja Unii dotyczyła zezwolenia na przyjazd do wybranych miast Pomorza przez kaliningradczyków bez obowiązujących Rosjan administracyjnych pozwoleń. Niestety takie udogodnienie ominęło obywateli powiatu tczewskiego udających się do Królewca.
Nas nadal obowiązują wizy. Na szczęście otrzymanie ich jest dużo bardziej proste. Nie sprawia też kłopotu wybranie środka transportu, jakim można udać się do tej rosyjskiej quasienklawy na terytorium Litwy. Własny pojazd, autokar czy pociąg załatwia sprawę. Jadąc tym ostatnim dobijamy do dworca. To typowy wytwór pruskiej architektury. Niedawno odnowiony sprawia wrażenie zadbanego i czystego. Ale są i jego minusy. Nie ma na nim kiosku z prasą (a był), restauracji i działającej fontanny. Nadal funkcjonuje punkt wymiany walut po dobrym kursie. Nie trzeba biegać po mieście w poszukiwaniu takowego przybytku. Jest też i hotel czyli tak zwana komnata otdycha (tak się to pisze). Wygodny apartament, dwupokojowy, z własną łazienką, dwoma posłaniami i telewizorami za cenę, za jaką w Polsce nie dostanie się podwójnego numeru.
Przed dworcem, Jużnym(Południowym), na wysokim cokole stoi spiżowy pomnik patrona miasta - Kalinina, który patrzy na plac nazwany jego imieniem. Zadbany. A jeszcze kilka lat temu był on pokryty różnymi napisami, z których „Jude” był najdelikatniejszy. Jest to tym bardziej dziwne, że w Moskwie wszystko, co wiązało się z Kalininem usunięto. Nie ma prospektu, muzeum i mostu Kalinina. Powstał Nowy Arbat, muzeum Rewolucji i most Ukraiński.
Śniadania i kolacje można jadać w kawiarniach należących do sieci First Kafe. Wyśmienite espresso plus różnorakie bliny, czasem spaghetti i zimy latem napój - wszystko za niską dla Polaka cenę. Obiady to już restauracja, choćby ta w hotelu Kaliningrad. Jak wszędzie w Rosji tu także przyszła moda na kuchnie azjatyckie - chińską, japońską, wietnamską czy tajską. Wszystko jest przyrządzane na oczach konsumenta. Klient jakoś nie brzmi dobrze. (Niespotykane wrażenie robi toaleta. W kabinach z sufitu sączy się nastrojowa muzyka, snuje się kwiatowy zapach, ściana rozbłyskuje kolorowymi światłami, a umywalka i suszarka do rąk są sterowana fotokomórkami.) Nie dziwi zatem powstawanie coraz to nowych barów sushi. Taki tworzy się w miejsce dawnego Pingwina przy Leninskim prospekcie. Ta restauracja znana była z tego, że serwowała świetnego sandacza w ziołach. I do tego kieliszek prawdziwego, bo francuskiego koniaku, konfekcjonowanego w Wiaźmie w pobliżu Kaliningradu, pod nazwą „Staryj Koenigsberg”.
Nie samym jedzeniem człowiek żyje. Jest coś dla ciała, musi być i dla ducha. Muzea. Całe życie z Królewcu spędził Kant i dlatego ma on, otwarte w dawnym zborze ewangelickim, swoje muzeum. Zajmuje ono w jedną z wież i posiada kilka poziomów. Nie trzeba dodawać, iż gros zwiedzających stawią emeryci niemieccy. Przecież to miasto założyli w XIII wieku krzyżacy i w ciągu wieków zmieniało ono przynależność. Od l945 roku jest ono terytorialnie związane z Rosją, a w 1946 roku nazwane zostało Kaliningradem. Jest zatem dla Niemców owo miasto sentymentalnym wspomnieniem. Ile to lat było tu Ostpreussen.
]Duże wrażenie robi także muzeum Bursztynu. Umiejscowione w dawnym barbakanie stanowi niespotykaną dla przeciętnego odbiorcy atrakcję. W niedalekim od Kaliningradu - Jantarnym nadal wydobywa się bursztyn na skalę przemysłową. I co ciekawsze znaleziska trafiają do muzeum. A obejrzeć tu można różne gatunki jantara - od białego do czarnego. Także wykonane z niego niezliczone przedmioty. Wiele z nich to niezwykłej urody dzieła sztuki. Znajdujące się w muzeum i obok niego stoiska oferują biżuterię wykonaną z bursztynu. Jest ona kilka razy tańsza od tej sprzedawanej w sklepikach przy gdańskiej ulicy Mariackiej.
Wielu odwiedzających mają przycumowane przy nabrzeżu Pregoły statki:Witeź i Kosmonawt Pacajew. Warto tu też zwiedzić sobie od środka okręt podwodny. Należy ostrzec ,że osoby cierpiące na klaustrofobię i pokaźnej tuszy, niech lepiej zrezygnują ze schodzenia pod pokład. Przy okręcie znajduje się przystań dla stateczków odbywających z turystami rejsy po Pregole. Taka wycieczka zajmuje około godziny i w trakcie jej trwania jednostka przepływa pod dwoma mostami miłości. Czym one są , nie warto wyjaśniać, bowiem w Tczewie, jako ich namiastkę, ustawiono na bulwarze ławeczkę dla zakochanych. Też z kłódkami.
Zadziwia tania komunikacja. Bilety sprzedają konduktorki. Przejazd bez względu na długość trasy kosztuje złotówkę. Pięcioma liniami tramwajowymi i kilkudziesięcioma autobusowymi można dojechać w najdalsze rejony Kaliningradu. Także na ulice - Zoi Kosmodemiańskiej i Judyty. Przy niech usytuowane są dwie najstarsze cerkwie w mieście, przerobione z dawnych kościołów ewangelickich. Ale ikonostasy są jak najbardziej prawosławne.
Prawosławie, jak w całej Rosji, przeżywa tu swój renesans. Jako tego dowód jest pobudowana w mieście duża, dwupoziomowa cerkiew Christa Spasitiela. Zajmuje ona dużą część placu Pobiedy (Zwycięstwa) , a przed nią strzela w niebo kolumna wykonana z marmuru upamiętniająca bohaterstwo żołnierzy Armii Czerwonej. Około dwustu metrów od tego pomnika znajduje się drugi poświecony zwycięstwu nad faszyzmem - Matuszki Rodiny (Mateczki Ojczyzny). A stoi on na placu Swobody(Wolności),na którym pobudowano jeszcze galerię handlową, podobną do naszej Kociewskiej. Także z kinem. Jest jeszcze druga - Eldorado, słynąca z tego, iż jest to punkt zborny galerianek. Nie są one wewnątrz, ale siedzą jak papugi na barierkach otaczających owe centrum handlowe.
Nie należy zapominać, że Kaliningrad to miasto Kanta, Hoffmanna (tego od „Dziadka do orzechów”) i Wagnera. Tego pierwszego przypomina tablica przymocowana do muru oporowego na Leninskim prospekcie z najbardziej znana dewizą filozofa, wykładowcy Uniwersytetu Albertyńskiego - „Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie”. Na marginesie: grób Kanta znajduje się przy murze dawnego zboru luterańskiego. Przy Leninskim prospekcie stoi gmach -widmo. Miała to być siedziba władz partii komunistycznej obwodu. Budowa się ślimaczyła. Długo straszył żelbetowy szkielet. Kiedy budynek wykończono, okazał się niepotrzebny. Teraz nie ma chętnych do jego zasiedlenia. W dodatku wody gruntowe sprawiają, że gmach osiada. Władze nie mają pomysłu na jego zagospodarowanie. Myśli się o rozbiórce. A otoczenie upiorka budowlanego tętni handlowym życiem. Tuż obok niego znajduje się bazar, podobny do tczewskiego Manhattanu, na którym można kupić wszystko, co człowiekowi do życia potrzebne. Jak to na rosyjskich bazarach bywa. Czy to w Moskwie, czy w Petersburgu, czy w Rostowie nad Donem.
Na koniec polonika. W dużej księgarni przy placu Kalinina na półkach można znaleźć ponad 15 książek autorstwa Janusza Lena Wiśniewskiego, w tym wydaną najpierw w Rosji „ Miłość oraz inne dysonanse”. Jest też obecna Irena Matuszkiewicz z dwoma pozycjami: „Agencją złamanych serc” i „Dziewczynami do wynajęcia”. Oboje autorzy są znani prywatnie piszącemu ten tekst i dlatego zwrócił on uwagę na ich powieści.
Mogło być łatwe dla tczewian wybranie się do Kaliningradu. Niestety, jakiś urzędnik nie dopilnował sprawy i wyjazd na Wschód bez wizy jest niemożliwy. Trzeba czekać na wprowadzenie w życie deklaracji ministra Siergieja Ławrowa i zniesienie rosyjskich wiz dla Polaków w taki sposób, jak to jest w kontaktach z Ukrainą.
I jeszcze jedno. Rosjanie z Królewca legitymujący się tylko zezwoleniem na udanie się do naszego kraju w ramach tak zwanego małego ruchu granicznego, a nie z wizą ,wjeżdżając na teren powiatu tczewskiego pociągiem łamią prawo. Artykuł 264 § 1 kk penalizuje fakt przekroczenia granicy Polski bez wymaganych dokumentów. Na zwróconą uwagę ,że powstało tu niedopatrzenie, jeden z dyrektorów z MSZ-u stwierdził, że to nic takiego. Czyżby znów wybiórczo traktowane są kodeksowe zapisy? Wychodzi na to, że tak. A Rosjan z kaliningradzkiego obwodu przyjeżdża do nas więcej i więcej.
Foto. Maciej Olszewski
Nie przegap tego, co dzieje się w Tczewie! Sprawdź kalendarz imprez i wydarzeń i bądź zawsze na bieżąco z koncertami, spektaklami, festynami i innymi atrakcjami. Możesz też dodać swoje wydarzenie.
Nas nadal obowiązują wizy. Na szczęście otrzymanie ich jest dużo bardziej proste. Nie sprawia też kłopotu wybranie środka transportu, jakim można udać się do tej rosyjskiej quasienklawy na terytorium Litwy. Własny pojazd, autokar czy pociąg załatwia sprawę. Jadąc tym ostatnim dobijamy do dworca. To typowy wytwór pruskiej architektury. Niedawno odnowiony sprawia wrażenie zadbanego i czystego. Ale są i jego minusy. Nie ma na nim kiosku z prasą (a był), restauracji i działającej fontanny. Nadal funkcjonuje punkt wymiany walut po dobrym kursie. Nie trzeba biegać po mieście w poszukiwaniu takowego przybytku. Jest też i hotel czyli tak zwana komnata otdycha (tak się to pisze). Wygodny apartament, dwupokojowy, z własną łazienką, dwoma posłaniami i telewizorami za cenę, za jaką w Polsce nie dostanie się podwójnego numeru.
Przed dworcem, Jużnym(Południowym), na wysokim cokole stoi spiżowy pomnik patrona miasta - Kalinina, który patrzy na plac nazwany jego imieniem. Zadbany. A jeszcze kilka lat temu był on pokryty różnymi napisami, z których „Jude” był najdelikatniejszy. Jest to tym bardziej dziwne, że w Moskwie wszystko, co wiązało się z Kalininem usunięto. Nie ma prospektu, muzeum i mostu Kalinina. Powstał Nowy Arbat, muzeum Rewolucji i most Ukraiński.
Śniadania i kolacje można jadać w kawiarniach należących do sieci First Kafe. Wyśmienite espresso plus różnorakie bliny, czasem spaghetti i zimy latem napój - wszystko za niską dla Polaka cenę. Obiady to już restauracja, choćby ta w hotelu Kaliningrad. Jak wszędzie w Rosji tu także przyszła moda na kuchnie azjatyckie - chińską, japońską, wietnamską czy tajską. Wszystko jest przyrządzane na oczach konsumenta. Klient jakoś nie brzmi dobrze. (Niespotykane wrażenie robi toaleta. W kabinach z sufitu sączy się nastrojowa muzyka, snuje się kwiatowy zapach, ściana rozbłyskuje kolorowymi światłami, a umywalka i suszarka do rąk są sterowana fotokomórkami.) Nie dziwi zatem powstawanie coraz to nowych barów sushi. Taki tworzy się w miejsce dawnego Pingwina przy Leninskim prospekcie. Ta restauracja znana była z tego, że serwowała świetnego sandacza w ziołach. I do tego kieliszek prawdziwego, bo francuskiego koniaku, konfekcjonowanego w Wiaźmie w pobliżu Kaliningradu, pod nazwą „Staryj Koenigsberg”.
Nie samym jedzeniem człowiek żyje. Jest coś dla ciała, musi być i dla ducha. Muzea. Całe życie z Królewcu spędził Kant i dlatego ma on, otwarte w dawnym zborze ewangelickim, swoje muzeum. Zajmuje ono w jedną z wież i posiada kilka poziomów. Nie trzeba dodawać, iż gros zwiedzających stawią emeryci niemieccy. Przecież to miasto założyli w XIII wieku krzyżacy i w ciągu wieków zmieniało ono przynależność. Od l945 roku jest ono terytorialnie związane z Rosją, a w 1946 roku nazwane zostało Kaliningradem. Jest zatem dla Niemców owo miasto sentymentalnym wspomnieniem. Ile to lat było tu Ostpreussen.
]Duże wrażenie robi także muzeum Bursztynu. Umiejscowione w dawnym barbakanie stanowi niespotykaną dla przeciętnego odbiorcy atrakcję. W niedalekim od Kaliningradu - Jantarnym nadal wydobywa się bursztyn na skalę przemysłową. I co ciekawsze znaleziska trafiają do muzeum. A obejrzeć tu można różne gatunki jantara - od białego do czarnego. Także wykonane z niego niezliczone przedmioty. Wiele z nich to niezwykłej urody dzieła sztuki. Znajdujące się w muzeum i obok niego stoiska oferują biżuterię wykonaną z bursztynu. Jest ona kilka razy tańsza od tej sprzedawanej w sklepikach przy gdańskiej ulicy Mariackiej.
Wielu odwiedzających mają przycumowane przy nabrzeżu Pregoły statki:Witeź i Kosmonawt Pacajew. Warto tu też zwiedzić sobie od środka okręt podwodny. Należy ostrzec ,że osoby cierpiące na klaustrofobię i pokaźnej tuszy, niech lepiej zrezygnują ze schodzenia pod pokład. Przy okręcie znajduje się przystań dla stateczków odbywających z turystami rejsy po Pregole. Taka wycieczka zajmuje około godziny i w trakcie jej trwania jednostka przepływa pod dwoma mostami miłości. Czym one są , nie warto wyjaśniać, bowiem w Tczewie, jako ich namiastkę, ustawiono na bulwarze ławeczkę dla zakochanych. Też z kłódkami.
Zadziwia tania komunikacja. Bilety sprzedają konduktorki. Przejazd bez względu na długość trasy kosztuje złotówkę. Pięcioma liniami tramwajowymi i kilkudziesięcioma autobusowymi można dojechać w najdalsze rejony Kaliningradu. Także na ulice - Zoi Kosmodemiańskiej i Judyty. Przy niech usytuowane są dwie najstarsze cerkwie w mieście, przerobione z dawnych kościołów ewangelickich. Ale ikonostasy są jak najbardziej prawosławne.
Prawosławie, jak w całej Rosji, przeżywa tu swój renesans. Jako tego dowód jest pobudowana w mieście duża, dwupoziomowa cerkiew Christa Spasitiela. Zajmuje ona dużą część placu Pobiedy (Zwycięstwa) , a przed nią strzela w niebo kolumna wykonana z marmuru upamiętniająca bohaterstwo żołnierzy Armii Czerwonej. Około dwustu metrów od tego pomnika znajduje się drugi poświecony zwycięstwu nad faszyzmem - Matuszki Rodiny (Mateczki Ojczyzny). A stoi on na placu Swobody(Wolności),na którym pobudowano jeszcze galerię handlową, podobną do naszej Kociewskiej. Także z kinem. Jest jeszcze druga - Eldorado, słynąca z tego, iż jest to punkt zborny galerianek. Nie są one wewnątrz, ale siedzą jak papugi na barierkach otaczających owe centrum handlowe.
Nie należy zapominać, że Kaliningrad to miasto Kanta, Hoffmanna (tego od „Dziadka do orzechów”) i Wagnera. Tego pierwszego przypomina tablica przymocowana do muru oporowego na Leninskim prospekcie z najbardziej znana dewizą filozofa, wykładowcy Uniwersytetu Albertyńskiego - „Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie”. Na marginesie: grób Kanta znajduje się przy murze dawnego zboru luterańskiego. Przy Leninskim prospekcie stoi gmach -widmo. Miała to być siedziba władz partii komunistycznej obwodu. Budowa się ślimaczyła. Długo straszył żelbetowy szkielet. Kiedy budynek wykończono, okazał się niepotrzebny. Teraz nie ma chętnych do jego zasiedlenia. W dodatku wody gruntowe sprawiają, że gmach osiada. Władze nie mają pomysłu na jego zagospodarowanie. Myśli się o rozbiórce. A otoczenie upiorka budowlanego tętni handlowym życiem. Tuż obok niego znajduje się bazar, podobny do tczewskiego Manhattanu, na którym można kupić wszystko, co człowiekowi do życia potrzebne. Jak to na rosyjskich bazarach bywa. Czy to w Moskwie, czy w Petersburgu, czy w Rostowie nad Donem.
Na koniec polonika. W dużej księgarni przy placu Kalinina na półkach można znaleźć ponad 15 książek autorstwa Janusza Lena Wiśniewskiego, w tym wydaną najpierw w Rosji „ Miłość oraz inne dysonanse”. Jest też obecna Irena Matuszkiewicz z dwoma pozycjami: „Agencją złamanych serc” i „Dziewczynami do wynajęcia”. Oboje autorzy są znani prywatnie piszącemu ten tekst i dlatego zwrócił on uwagę na ich powieści.
Mogło być łatwe dla tczewian wybranie się do Kaliningradu. Niestety, jakiś urzędnik nie dopilnował sprawy i wyjazd na Wschód bez wizy jest niemożliwy. Trzeba czekać na wprowadzenie w życie deklaracji ministra Siergieja Ławrowa i zniesienie rosyjskich wiz dla Polaków w taki sposób, jak to jest w kontaktach z Ukrainą.
I jeszcze jedno. Rosjanie z Królewca legitymujący się tylko zezwoleniem na udanie się do naszego kraju w ramach tak zwanego małego ruchu granicznego, a nie z wizą ,wjeżdżając na teren powiatu tczewskiego pociągiem łamią prawo. Artykuł 264 § 1 kk penalizuje fakt przekroczenia granicy Polski bez wymaganych dokumentów. Na zwróconą uwagę ,że powstało tu niedopatrzenie, jeden z dyrektorów z MSZ-u stwierdził, że to nic takiego. Czyżby znów wybiórczo traktowane są kodeksowe zapisy? Wychodzi na to, że tak. A Rosjan z kaliningradzkiego obwodu przyjeżdża do nas więcej i więcej.
Foto. Maciej Olszewski
Jeśli zauważyłeś/aś błąd w artykule, prosimy o kontakt. Twoja pomoc jest dla nas bardzo cenna i pozwala nam utrzymywać wysoką jakość treści.
Jesteśmy otwarci na Twoje pomysły! Chcesz podzielić się ważną informacją, napisać o ciekawym wydarzeniu, które miało miejsce w Twojej okolicy, czy po prostu wyrazić swoją opinię na jakiś temat? Zapraszamy Cię do tworzenia treści razem z nami. Wyślij swój tekst, zdjęcia lub wideo poprzez formularz, a my opublikujemy je na naszej stronie. Pokaż, co jest ważne dla Ciebie i Twojej społeczności!
Pamiętaj, że każdy głos ma znaczenie.











![Tczew - Tragedia na "91". Dwie osoby nie żyją [AKTUALIZACJA]](/_ramfs/foto-webp/81be3306-640360.webp)

![Tczew - Wjechali samochodem na zamarznięte jezioro. Lód się załamał. Byli pijani [AKTUALIZACJA]](/_ramfs/foto-webp/a231aa07-640360.webp)


















Komentarze (14)
dodaj komentarz
lgh_gość
13.09.2013, 07:49
Poziom felietonów tego pana jest żenujący. Znaczy, podnosi on jednak ogólny poziom tej strony przynajmniej o połowę, ale nie da się tego czytać. Poważnie, zmieńcie go albo się pozbądźcie. Może Karol Strasburger mógłby na łamach tcz opowiadać swoje dowcipy?
ania_gość
13.09.2013, 17:53
racja - poziom tego portalu i jego artykułów ( dożynki wiejskie, spotkanie panów przy budce, kradzież ogórka) dawno sięgnęła dna. Ciekawa jestem czemu ludzie jeszcze na niego wchodzą i komentują.
Pijar_gość
13.09.2013, 08:12
Terytorium Litwy?
Niech autor to zmieni, bo będzie skandal. Obwód Kaliningradzki to część Federacji Rosyjskiej, do Litwy nie należy i nigdy nie należał. To gorzej, niż gdyby ktoś napisał, że Poznań to quasienklawa polska na terytorium Niemiec - bo Poznań przez jakiś czas był pod niemiecką jurysdykcją.
ala_gość
13.09.2013, 08:49
Fajny reportaż.
_gość
13.09.2013, 09:35
"rosyjskiej quasienklawy na terytorium Litwy" - zero znajomości historii i geografii. Tam nigdy nie była Litwa, ani geograficznie, ani historycznie.
_gość
13.09.2013, 09:38
Rosjanie z Kaliningradu jeżdżą do Trójmiasta swoimi olbrzymimi suvami, a nie koleją i Tczew im w ogóle nie jest po drodze.
ala_gość
13.09.2013, 09:58
do Pijar i Igh
Jak nie rozumiesz co znaczy słowo "quasi" i "enklawa", zajrzyj do Wikipedii. Przecież w reportażu jest wyraźnie napisane,że to terytorium należące do Rosji.A Igh - napisz lepszy tekst,to może Tcz.pl ci zamieści.Nie chcesz - nie czytaj.Nikt cię do tego nie zmusza.
lgh_gość
13.09.2013, 10:25
Widzisz, bo ja nie piszę tekstów, ale to nie wyklucza, że je czytam, prawda? Poza tym, nie mówię, że nie chcę. Chcę i to bardzo. Po to się odwiedza takie witryny, żeby czytać. Komentarze również zamieszcza się, żeby wyrażać własne zdanie i mam nadzieję, że nikt nie spodziewa się, że moje zdanie będzie zawsze pochlebne. Ogólnie stwierdziłem, że jako felietonista to ów pan wypada słabo. Nie towarzyszy mu żaden konkretny kierunek, tematyka tych felietonów błądzi, jest niewyszukana i nieprzemyślana. I wychodzą z tego jakieś tam suchary. Nie wspominając już, że od felietonisty oczekuję raczej operowania faktami - przynajmniej w kwestii sprawdzalnej i niekwestionowanej wiedzy geograficznej - np. tego, że obwód nie jest enklawą, ani tym bardziej litewską. No i rozwalił mnie tekst: "Nie trzeba dodawać, iż gros zwiedzających stawią emeryci niemieccy. Przecież to miasto założyli w XIII wieku krzyżacy i w ciągu wieków zmieniało ono przynależność." - zastanawiam się teraz dlaczego Polacy tak chętnie jeżdżą do Egiptu. Kto wie, może Szanowny Autor również się nad tym zastanawia, a ja mimochodem zdradzam temat kolejnego, pasjonującego felietonu :D
kajot551_gość
13.09.2013, 10:01
felieton
ZADZIWIA iz moze ktos dziwic na brak przestrzegania i lamania prawa w kraju BEZPRAWIA HERSZT PO twierdzi jest NORMALNOSCIA JAK ZLODZIEJSTWO i AFERY na kazdym kroku a takze KORUPCJA to chleb powszedni w KRAJU WEGLA i BARANOW GOLONYCH przez MAFIE PO.
beata_gość
13.09.2013, 10:11
Bardzo ciekawy artykuł. Autor z pewnością jest ciekawym i spostrzegawczym człowiekiem. Niestety w przypadku małego ruchu granicznego (MGR) myli się i trochę konfabuluje. Ustawa o ochronie granicy państwowej i przepisy wykonawcze szczegółowo regulują kwestię MGR. Autor z pewnością orientuje się, że zmiana przepisów wymaga konsultacji z odpowiednimi organami, między innymi w tym konkretnym przypadku z samorządami ościennymi obwodu oraz organami kontroli granicznej, Ponadto w związku z tym, że zmaiana dotyczy zewnetrznej granicy strefy Schengen wymagana jest zgoda Komisji Europejskiej i Państw Członkowskich. Uzgodnienia zostały przeprowadzone. Powiat tczewski nie jest powiatem leżacym na obrzeżach Obwodu Kaliningradzkiego. Nie może zatem być objęty strefą MGR. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie by dążć do zmiany przepisów, używając odpowiedniej argumentacji. Może się tego podjąć zainteresowany, odpowiedni organ (np. starostwo powiatowe). Chyba pojadę do Kaliningradu. Pozdrawiam autora artykułu.
andrmeda_gość
13.09.2013, 11:19
poziom reportażu jest okropny, zaczął od fastfoodu i sracza
_gość
13.09.2013, 12:38
Byłem w Kaliningradzie niedawno i mam odmienne wrażenia niż autor tego reportażu: 1) Bardzo niewiele zabytków, w dodatku większość jest w bardzo złym stanie. Ostała się tylko katedra w której pochowano Immanuela Kanta (nie jest otwarta codziennie do zwiedzania), kilka hanzeatyckich kamieniczek przy waterline Pręgoły (+ gargamelowate repliki imitujące gdańskie kamienice przy Motławie), barbakan oraz pojedyncze budynki mieszkalne (jest też trzon zrujnowanej kolejowej wieży ciśnień). Na prowincji są pojedyncze budynki lub ich pozostałości których nie zniszczyła Armia Radziecka albo 70 lat zaniedbań. Jest za to masę szarych bloków i socrealizmu. Będziecie z rozrzewnieniem wspominać Suchostrzygi ;) 2) Ceny żywności importowanej są wysokie, szczególnie w normalnie wyglądających sklepach i supermaketach - nieco wyższe niż w Polsce. Np. butelka Fanty 0,5 L to ok. 500 rubli czyli 5 zł. Jest lepiej w małych osiedlowych sklepikach, ale standard zakupu jest jak w wiejskim sklepie gdzieś na wsi pod Białymstokiem. Można zjeść tanio, ale pod warunkiem że kupujecie ziemniaki na straganie i pijecie tylko kompot albo herbatę. Co do cen jest jeszcze taka możliwość że w muzeach, marszrutkach, restauracjach, a już na 100% w taksówce jeśli wyczują osobę zza granicy to zażądają więcej. Rosjanie wychodzą z założenia że zagraniczny turysta ocieka pieniędzmi więc grzechem jest go nie zedrzeć. 3) Skoro mówimy o obcokrajowcach: Rosjanie nie mówią po angielsku. Nawet młodzi ludzie mają z tym problem, chyba że traficie na studentów. Na wycieczkę warto zabrać kogoś starszego kto miał rosyjski w szkole, albo uzbroić się w cierpliwość i nauczyć pokazywania na migi co się chce kupić lub zrobić. 4) Podsumowując: Ogólnie Kaliningrad ma wielki potencjał, ale trapi go to samo co całą Rosję: dysproporcje. Z jednej strony wiocha i bieda - jak w Polsce w latach 90, smutni ludzie w brzydkich ciuchach, kicz i cerkiewny odpust, wszędobylskie dziwki. Z drugiej strony nowy-ruski w Toyocie Land Cruiser gnający 200 km/h na czerwonym świetle, pseudo włoskie pizzerie, baba w szpilkach Prada, czarnych legginsach i białym futrem na plecach itp. Poczucie stylu i smaku estetycznego przedstawia się na poziomie neo-bizancjum, im więcej złota i pstrokatych kolorów tym lepiej. Na pewno warto tam pojechać, ale z nastawieniem do turystyki (prawie) ekstremalnej, a nie miłe, bezproblemowe wczasy all inclusive. Najlepiej jest pojechać do kogoś kto jest znajomym mieszkańcem - można zwiedzić więcej, lepiej i taniej, bez niepotrzebnego stresu i problemów.
ala_gość
13.09.2013, 14:16
dla andrmeda i ~
Ale pretensjonalny nick.Szkoda ,że nie Wenera.I co ty wiesz o prawach reportażu?! Byłam też w tym roku w Kaliningradzie.10 rubli to 1 złoty. 500 rubli to 50 złotych, a nie 5.
olo_gość
13.09.2013, 16:38
A HU . z zabytkami. Ropa 3 zł a wóda 8 . Po to by jeździli Tczewiacy.