17-letnia Marlena była uczennicą I Liceum Ogólnokształcącego w Tczewie. Tego dnia miała odebrać świadectwo. Na co dzień jeździła niewielkim nissanem, jednak 19 czerwca 1998 roku postanowiła pożyczyć samochód ojca - Mercedesa. Planowała przyjechać z Borówna do Tczewa, Nikt nie przypuszczał, że kilka minut później dojdzie do tragedii, która na zawsze odmieni życie jej bliskich, a jej własne zakończy w najbardziej dramatyczny sposób.
Tragiczny poranek w Borównie
19 czerwca 1998 roku mieszkańców i turystów z tzw. Borówna koło Skarszew obudził potężny wybuch. Kilka minut po godzinie ósmej spokojną okolicę przeszył huk, który wielu wzięło za eksplozję gazu lub pożar jednego z pobliskich budynków. Gdy ludzie wybiegli na zewnątrz, zobaczyli unoszący się nad drogą dym i stojącego w płomieniach białego mercedesa.
Świadkowie przez lata wspominali widok, który zastali na miejscu. Samochód został doszczętnie zniszczony, jednak siedząca za kierownicą 17-letnia Marlena sprawiała wrażenie, jakby jedynie straciła przytomność. Szybko okazało się jednak, że nie żyje, a na pomoc było już za późno.
Dzień, który miał rozpocząć wakacje
Dla Marleny miał to być zwyczajny dzień. Uczyła się w liceum w Tczewie i jechała odebrać świadectwo, po czym planowała wrócić do domu i rozpocząć wakacje. Jej rodzina prowadziła działalność gastronomiczną nad jeziorem Borówno, popularnym miejscem wypoczynku mieszkańców regionu.
Tego ranka nastolatka wyjątkowo wybrała samochód należący do ojca. Na co dzień korzystała z niewielkiego nissana, dlatego fakt, że wsiadła do mercedesa, od początku zwrócił uwagę śledczych.
Zamach, a nie nieszczęśliwy wypadek
Pierwsze oględziny miejsca zdarzenia szybko rozwiały wątpliwości. Policjanci wykluczyli awarię techniczną, ustalając, że pod pojazdem umieszczono starannie przygotowany ładunek wybuchowy. Sposób jego wykonania wskazywał, że odpowiadała za niego osoba posiadająca odpowiednią wiedzę i doświadczenie.
Śledczy nie mieli już wątpliwości - nie doszło do przypadkowego wybuchu. Był to zaplanowany zamach.
Prawdziwy cel sprawców
Dochodzenie od początku skupiło się nie na życiu Marleny, lecz na działalności jej ojca. Prowadził on punkty gastronomiczne nad jeziorem Borówno i od dłuższego czasu pozostawał w konflikcie z innym przedsiębiorcą. Spór dotyczył dzierżawy terenu, prowadzenia działalności oraz rywalizacji o klientów. Z czasem napięcie między stronami coraz bardziej narastało.
Prokuratorzy zaczęli podejrzewać, że bomba nie była przeznaczona dla nastolatki. Według ustaleń zamachowcy zakładali, że jak każdego ranka za kierownicą mercedesa usiądzie jej ojciec. Nie przewidzieli jednego - tego dnia samochód prowadziła Marlena.
Długie śledztwo
Mimo zaangażowania policji i prokuratury przez ponad dwa lata nie udało się wskazać sprawców. Funkcjonariusze przesłuchiwali świadków, analizowali relacje między lokalnymi przedsiębiorcami i sprawdzali kolejne tropy.
Sprawa budziła ogromne emocje i stała się jedną z najgłośniejszych na Pomorzu. Mieszkańcy regionu zastanawiali się, kto był zdolny podłożyć bombę pod samochód, narażając na śmierć niewinną osobę.
Przełom nastąpił dopiero po wielu miesiącach. Śledczy odtworzyli przebieg przygotowań do zamachu i doszli do wniosku, że była to starannie zaplanowana operacja z udziałem kilku osób. Z ustaleń prokuratury wynikało, że poszczególni uczestnicy odpowiadali za różne etapy przedsięwzięcia - od zlecenia zabójstwa, przez organizację całej akcji, aż po skonstruowanie i zamontowanie ładunku wybuchowego.
Proces i wyroki
Proces ruszył w 2002 roku przed Sądem Okręgowym w Gdańsku i od początku cieszył się dużym zainteresowaniem mediów. Na ławie oskarżonych zasiadło trzech mężczyzn, którym prokuratura zarzuciła udział w przygotowaniu zamachu.
Według aktu oskarżenia jeden z nich miał zlecić zabójstwo, drugi pośredniczyć w organizacji przedsięwzięcia, natomiast trzeci odpowiadał za wykonanie oraz zamontowanie bomby. Szczególne zainteresowanie wzbudził fakt, że jednym z oskarżonych był były policjant. Zdaniem śledczych to właśnie jego doświadczenie i wiedza techniczna zostały wykorzystane przy skonstruowaniu ładunku wybuchowego.
Eksperci podkreślali, że bomba została wykonana profesjonalnie i umieszczona w taki sposób, aby eksplodowała w chwili uruchomienia pojazdu. Ten element śledztwa wskazywał, że sprawcy działali metodycznie i z dużą precyzją.
Choć oskarżeni nie przyznawali się do winy, a obrona podważała część zgromadzonych dowodów oraz zeznań świadków, sąd uznał materiał dowodowy za wystarczający do wydania wyroków skazujących. Dwóch mężczyzn zostało skazanych na dożywotnie pozbawienie wolności, natomiast trzeci usłyszał wyrok 25 lat więzienia. W następnych latach podejmowano próby wznowienia postępowania, jednak prawomocne orzeczenia pozostały w mocy.
Źródła - Dziennik Bałtycki, Trojmiasto.pl, Polsat Interwencja, Skarszewy Info
Tragiczny poranek w Borównie
19 czerwca 1998 roku mieszkańców i turystów z tzw. Borówna koło Skarszew obudził potężny wybuch. Kilka minut po godzinie ósmej spokojną okolicę przeszył huk, który wielu wzięło za eksplozję gazu lub pożar jednego z pobliskich budynków. Gdy ludzie wybiegli na zewnątrz, zobaczyli unoszący się nad drogą dym i stojącego w płomieniach białego mercedesa.
Świadkowie przez lata wspominali widok, który zastali na miejscu. Samochód został doszczętnie zniszczony, jednak siedząca za kierownicą 17-letnia Marlena sprawiała wrażenie, jakby jedynie straciła przytomność. Szybko okazało się jednak, że nie żyje, a na pomoc było już za późno.
Dzień, który miał rozpocząć wakacje
Dla Marleny miał to być zwyczajny dzień. Uczyła się w liceum w Tczewie i jechała odebrać świadectwo, po czym planowała wrócić do domu i rozpocząć wakacje. Jej rodzina prowadziła działalność gastronomiczną nad jeziorem Borówno, popularnym miejscem wypoczynku mieszkańców regionu.
Tego ranka nastolatka wyjątkowo wybrała samochód należący do ojca. Na co dzień korzystała z niewielkiego nissana, dlatego fakt, że wsiadła do mercedesa, od początku zwrócił uwagę śledczych.
Zamach, a nie nieszczęśliwy wypadek
Pierwsze oględziny miejsca zdarzenia szybko rozwiały wątpliwości. Policjanci wykluczyli awarię techniczną, ustalając, że pod pojazdem umieszczono starannie przygotowany ładunek wybuchowy. Sposób jego wykonania wskazywał, że odpowiadała za niego osoba posiadająca odpowiednią wiedzę i doświadczenie.
Śledczy nie mieli już wątpliwości - nie doszło do przypadkowego wybuchu. Był to zaplanowany zamach.
Prawdziwy cel sprawców
Dochodzenie od początku skupiło się nie na życiu Marleny, lecz na działalności jej ojca. Prowadził on punkty gastronomiczne nad jeziorem Borówno i od dłuższego czasu pozostawał w konflikcie z innym przedsiębiorcą. Spór dotyczył dzierżawy terenu, prowadzenia działalności oraz rywalizacji o klientów. Z czasem napięcie między stronami coraz bardziej narastało.
Prokuratorzy zaczęli podejrzewać, że bomba nie była przeznaczona dla nastolatki. Według ustaleń zamachowcy zakładali, że jak każdego ranka za kierownicą mercedesa usiądzie jej ojciec. Nie przewidzieli jednego - tego dnia samochód prowadziła Marlena.
Długie śledztwo
Mimo zaangażowania policji i prokuratury przez ponad dwa lata nie udało się wskazać sprawców. Funkcjonariusze przesłuchiwali świadków, analizowali relacje między lokalnymi przedsiębiorcami i sprawdzali kolejne tropy.
Sprawa budziła ogromne emocje i stała się jedną z najgłośniejszych na Pomorzu. Mieszkańcy regionu zastanawiali się, kto był zdolny podłożyć bombę pod samochód, narażając na śmierć niewinną osobę.
Przełom nastąpił dopiero po wielu miesiącach. Śledczy odtworzyli przebieg przygotowań do zamachu i doszli do wniosku, że była to starannie zaplanowana operacja z udziałem kilku osób. Z ustaleń prokuratury wynikało, że poszczególni uczestnicy odpowiadali za różne etapy przedsięwzięcia - od zlecenia zabójstwa, przez organizację całej akcji, aż po skonstruowanie i zamontowanie ładunku wybuchowego.
Proces i wyroki
Proces ruszył w 2002 roku przed Sądem Okręgowym w Gdańsku i od początku cieszył się dużym zainteresowaniem mediów. Na ławie oskarżonych zasiadło trzech mężczyzn, którym prokuratura zarzuciła udział w przygotowaniu zamachu.
Według aktu oskarżenia jeden z nich miał zlecić zabójstwo, drugi pośredniczyć w organizacji przedsięwzięcia, natomiast trzeci odpowiadał za wykonanie oraz zamontowanie bomby. Szczególne zainteresowanie wzbudził fakt, że jednym z oskarżonych był były policjant. Zdaniem śledczych to właśnie jego doświadczenie i wiedza techniczna zostały wykorzystane przy skonstruowaniu ładunku wybuchowego.
Eksperci podkreślali, że bomba została wykonana profesjonalnie i umieszczona w taki sposób, aby eksplodowała w chwili uruchomienia pojazdu. Ten element śledztwa wskazywał, że sprawcy działali metodycznie i z dużą precyzją.
Choć oskarżeni nie przyznawali się do winy, a obrona podważała część zgromadzonych dowodów oraz zeznań świadków, sąd uznał materiał dowodowy za wystarczający do wydania wyroków skazujących. Dwóch mężczyzn zostało skazanych na dożywotnie pozbawienie wolności, natomiast trzeci usłyszał wyrok 25 lat więzienia. W następnych latach podejmowano próby wznowienia postępowania, jednak prawomocne orzeczenia pozostały w mocy.
Źródła - Dziennik Bałtycki, Trojmiasto.pl, Polsat Interwencja, Skarszewy Info
Jeśli zauważyłeś/aś błąd w artykule, prosimy o kontakt. Twoja pomoc jest dla nas bardzo cenna i pozwala nam utrzymywać wysoką jakość treści.
Jesteśmy otwarci na Twoje pomysły! Chcesz podzielić się ważną informacją, napisać o ciekawym wydarzeniu, które miało miejsce w Twojej okolicy, czy po prostu wyrazić swoją opinię na jakiś temat? Zapraszamy Cię do tworzenia treści razem z nami. Wyślij swój tekst, zdjęcia lub wideo poprzez formularz, a my opublikujemy je na naszej stronie. Pokaż, co jest ważne dla Ciebie i Twojej społeczności!
Pamiętaj, że każdy głos ma znaczenie.









![Tczew - Tragedia na "91". Dwie osoby nie żyją [AKTUALIZACJA]](/_ramfs/foto-webp/81be3306-640360.webp)

![Tczew - Wjechali samochodem na zamarznięte jezioro. Lód się załamał. Byli pijani [AKTUALIZACJA]](/_ramfs/foto-webp/a231aa07-640360.webp)

















Komentarze (2)
dodaj komentarz
To_gość
21.07.2026, 10:17
Jeden z
Nich jest na wolności
Janko Buszewski_gość
21.07.2026, 13:23
nieścisłość.
Nie policjant tylko milicjant.